środa, 21 maja 2008

Wschód Miasta Aniołów...


PETER CINCOTTI - EAST OF ANGEL TOWN [2008]

Tak... dzisiaj pokusiłam się o Cincottiego płytkę najnowszą.
Poprzednie dwie a mianowicie autorski krążek "Peter Cincotti" z 2003, oraz "On the moon" z 2004 były wg mnie całkiem udane, spójne stylowo i dość wyraziście rysowały Nam słuchaczom nie do końca jeszcze dojrzały wizerunek tego młodego, zdolnego artysty. Śmiało można stwierdzić, że pokolenie croonerów wyginęło już kilkadziesiąt lat temu... Na jego czele bacznie stali Sinatra, Martin, Scott... W dzisiejszych czasach tego 'gatunku' bronić się starają twórcy pokroju pana Buble, Connica Jr. , Tyrella, czy właśnie Cincottiego. Niektórym wychodzi to bardziej niektórym mniej. W przypadku Petera, niewątpliwie wszystko jest na dobrej drodze. Z jednym małym wyjątkiem. Płyta, o której mówię... nie może zostać wg mnie jednoznacznie zaliczona do gatunku JAZZ, SWNG, SMOOTH JAZZ. Są tutaj zarówno elementy popowe, cięższe brzmienia soft-rockowe, kilka fraz stylizowanych na klasykę (np wyśmienita klawesynowa wstawka w Witch's Brew). Skupiając się zaś na stronie wymowy tekstów śmiało można postawić ocenę dobrą może nawet z plusem. Teksty związane ze wspomnieniami młodości w Los Angeles. Liryczne, ciepłe, refleksyjne - dla romantyków strzał w '10'. Płyta fajna, jako tło do kolacji w intymnej atmosferze, jak i do posłuchania w samotne popołudnie.

7/10 (biorąc pod uwagę wszystkie czynniki ZA i PRZECIW Cincottiemu)

1 komentarz:

dudzio pisze...

Hmmm, ja podobnie - daje 7/10, choć pierwszy singiel jest genialny.
Pozdrawiam ;)